Dlaczego warto wprowadzać koszenie strefowe?
![]() |
| Ogród Saski w Lublinie |
Dlaczego warto wprowadzać koszenie strefowe?
Ogród Saski w Lublinie i pozostawione fragmenty niewykoszonej łąki z tzw. chwastami – skoro w takim miejscu jest to możliwe, to i u nas również! Na przykład w parku, na osiedlach czy na łące przy Szkole nr 3.
Szkoda, że wokół nas nadal króluje koszenie całych obszarów naraz, po kilka razy w sezonie. I choć wydaje się nam, że częstotliwość koszenia w niektórych miejscach już trochę się zmniejszyła, to wciąż brakuje w tym konkretnego planu. A rozwiązaniem jest właśnie koszenie strefowe.
Od lat głośno mówi się o drastycznym spadku liczby owadów. To globalny problem, który mocno dotyka też Polski – pszczoły, motyle, a nawet gatunki do tej pory pospolite znikają na potęgę. Zwykle winą obarcza się wielkie rolnictwo, chemię, zmiany klimatu czy zanieczyszczenie światłem. Mało kto jednak mówi o tym, jak wielką krzywdę robi owadom zwykłe, mechaniczne koszenie trawników. Choć w miastach powoli pojawia się moda na rzadsze koszenie, to o koszeniu strefowym i o konkretnych powodach, dla których warto je wdrożyć, wciąż dyskutuje się za rzadko.
Kosiarki puszczone na duży teren za jednym razem generują koszty, wysuszają glebę i niekorzystnie wpływają na otoczenie, bo z dnia na dzień zabierają ptakom i owadom jedzenie, schronienie i miejsca do rozrodu.
Trawniki pełne dzikich kwiatów i ziół tętnią życiem. Przyciągają motyle, dzikie pszczoły, trzmiele i chrząszcze. Owady składają tam jaja, ale kiedy wjeżdża ciężki sprzęt, nie mają żadnych szans. Kosiarki rotacyjne czy bijakowe nie tylko ścinają rośliny – one działają jak potężne odkurzacze. Podciśnienie zasysa wszystko prosto pod szybkoobrotowe noże. Badania naukowe (m.in. dr. Jean-Yvesa Humberta) pokazują, że jedno przejście zwykłej kosiarki rotacyjnej niszczy od 30% do 50% owadów żyjących w trawie. Przy kosiarkach bijakowych, które rozdrabniają wszystko tuż przy ziemi, ginie aż 70–85% stworzeń.
Najgorzej mają te najmniejsze i najmniej mobilne – jaja, gąsienice motyli czy larwy biedronek i bzygów. One nie odlecą przed hałasującą maszyną. Kosząc całą przestrzeń naraz, niszczymy je niemal w stu procentach. Mało tego, nagłe odsłonięcie ziemi wywołuje szok termiczny: słońce błyskawicznie nagrzewa grunt, wilgotność spada i ocalałe larwy po prostu wysychają.
Można tego uniknąć, dzieląc teren na trzy proste strefy:
- Strefy intensywne (użytkowane): Chodniki, place zabaw, wejść do klatek i narożniki przy wewnętrznych drogach. Tam niska trawa jest potrzebna, żeby było bezpiecznie i wygodnie. Te miejsca kosimy regularnie.
- Strefy średnio intensywne: Obrzeża głównych skwerów czy pasy wzdłuż bocznych alejek. Wystarczy skosić je 2–3 razy w sezonie i to partiami. Gdy jedna połowa jest strzyżona, sąsiednia zostaje nienaruszona, żeby owady miały dokąd uciec.
- Strefy ekologiczne: Osiedlowe łąki, dziksze fragmenty parków czy pasy wzdłuż ogrodzeń na obrzeżach. Zamiast kosić je na raz, w danym terminie ścina się tylko połowę trawy (maksymalnie 1–2 razy w roku). Reszta zostaje, a pasy przy ogrodzeniach i około 1/3 terenu celowo zostawia się nieskoszone aż do wiosny (marca lub kwietnia).
Brak owadów szybko uderza w nas samych. Larwy biedronek czy bzygów to przecież naturalni drapieżcy – potrafią bez żadnej chemii wyczyścić osiedlowe krzewy z mszyc. Poza tym owady to podstawa diety miejskich ptaków.
Co ważne, wprowadzenie takiego planu nie wymaga od zarządców ani złotówki, ani nowego sprzętu. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać skomplikowane, ale przecież administracje i tak mają swoje harmonogramy prac. Nie trzeba wywracać wszystkiego do góry nogami – wystarczy nanieść poprawki na obecny plan i na spokojnie wybrać miejsca, w których te zmiany zdadzą egzamin. Warto robić to stopniowo, żeby mieszkańcy też mieli czas się przyzwyczaić.
Z perspektywy zarządzania zielenią koszenie strefowe to po prostu czysty pragmatyzm i oszczędność na paliwie, robociźnie oraz naprawach sprzętu. Taki dziki, pełen ziół i kwiatów teren to coś znacznie lepszego niż nudny, równy trawnik. Działa jak gąbka na wodę i naturalna klimatyzacja, która w upalne dni obniża temperaturę w okolicy o kilka stopni. Gęsta, wyższa roślinność świetnie wyłapuje też miejskie pyły i smog, dając przy okazji owadom i ptakom bezcenny dom i stołówkę.

Komentarze
Prześlij komentarz